W moich pracach chodzi o interakcję. Ważne jest, żeby sprawy, o których opowiadam, były bezpośrednio doświadczalne. Najczęściej ludzie rozumieją różne problemy wtedy, gdy doświadczą ich bezpośrednio. Z Kathy Ludwig rozmawia Piotr Kowalczyk
Jakie prace pokazywałaś w Warszawie na wystawie Dizajn_Wawa?
Do Warszawy przywiozłam prace z cyklu “Temporary Jewellery” - naszyjnik ze słodzika, soli i naszyjnik rozpuszczany w wodzie oraz pracy „Hosting Parasites”. Myślę, że koncepcja wystawy była bardzo interesująca, choć nie miałam okazji zobaczyć jej osobiście. Umieszczanie sztuki i designu w kontekście innym niż klasyczne przestrzenie wystawiennicze typu „white cube”, pozwala opowiadać zupełnie nowe historie.
Twoje trzy najczęściej komentowane prace to “Hosting Parasites”, “Defense Mechanisms” i “Temporary Jewellery”. Czy uważasz je także za najbardziej reprezentatywne dla twojego podejścia?
„Hosting Parasites” i „Defense Mechanisms” były moimi projektami dyplomowymi i z tego powodu były omawiane chętniej niż pozostałe. „Hosting Parasites” pokazywałam m.in. w Galerie BSL w Paryżu, która współpracowałam przy produkcji limitowanej edycji projektu. „Ice Jewellery” również została zauważona w mediach. Wszystkie te projekty reprezentują różne części moich zainteresowań. Byłoby dużym uproszczeniem powiedzieć, że któryś z nich to właśnie ten ulubiony. Z każdym łączą mnie konkretne historie, wspomnienia, fakty, ciekawostki. Każdy kolejny projekt był ważny dla rozwoju moich koncepcji.
Jednym z motywów twoich prac jest poczucie zagrożenia – mówię tu choćby o cyklu, jakim jest „Defense Mechanisms”, kolekcja ubrań, przystosowanych do ukrywania się w sytuacji niebezpieczeństwa.
Strach to coś, z czym każdy się musi zmierzyć i jednocześnie rzecz, o której ludzie starają się nie mówić. Mimo że to jeden z podstawowych instynktów naturalnych żywej istoty. W moich pracach chodzi o interakcję między ludźmi a obiektem. Zawsze staram się wywołać uczucie dziwności. Kiedy ludzie czują się zaniepokojeni, znajdują się w stanie niepewności, jeśli wciągnięci są do nieznanego, stają się bardziej czuli, podatni na wrażenia czy myśli, bardziej otwarci.
Chętnie opowiadasz też o czynnościach cielesnych.
Tak jak wspomniałam, w moich pracach chodzi o interakcję. Ważne jest, żeby sprawy, o których opowiadam, były bezpośrednio doświadczalne. Najczęściej ludzie rozumieją różne problemy, gdy doświadczą ich bezpośrednio.
Czy sama wytwarzasz swoje obiekty, czy korzystasz z pomocy rzemieślników? Jak ważna jest dla ciebie umiejętność egzekucji tego, co sama zaprojektowałaś?
Cieszy mnie możliwość pracy z różnymi materiałami. Tylko w niektórych projektach korzystam z pomocy rzemieślników, ale zazwyczaj polegam na sobie. Charakter moich działań jest bardzo DIY (do it yourself).
W swoich pracach bywasz całkiem dosłowna – np. cukiernica zlepiona z kryształków cukru czy seksowna sukienka z materii organicznej o wartości dwóch tysięcy kalorii.
Mówisz o dosłowności manifestacji, a nie znaczeniu pracy. To pułapka, której używam bardzo świadomie. Na pierwszy rzut oka obiekt wygląda znajomo, kusząco, familiarnie. Dalsze obcowanie z nim prowadzi do poznania jego sedna i różnych warstw stojących za nim historii. Projekt „Cukiernica” opowiada o bezsensownych, pozornych zmianach, których dokonujemy w naszym życiu. Zostajemy z pustymi rękami. Cukier to metafora potrzebna do przedstawienia tego problemu. Nawet w roztworze ta substancja pozostaje bez zmian. Cukiernica i łyżeczki pokazują wszystkie powierzchowne zmiany, które przechodzi cukier, żeby wciąż nim pozostać.
Czym jest dla ciebie poczucie humoru?
To perfekcyjne narzędzie docierania do odbiorcy. Przynajmniej dopóki wierzysz w swoje możliwości. To w końcu delikatna materia, która może się obrócić przeciwko tobie…
Gdzie w swoich pracach widzisz granicę między designem użytkowym a sztukami pięknymi?
Nie wierzę w możliwość dawnego kategoryzowania dyscyplin kreatywnych. Gdy zabieram się do pracy nie dbam o to, czy coś jest „abstrakcyjne” czy „praktyczne”. Zawsze mówiono mi, w kontekście świata designu, że to, co robię to sztuka albo moda. W kontekście sztuk pięknych oceny są mniej zdecydowane, ale wciąż szuka się kategorii, żeby jakoś moją pracę umiejscowić. Licencjat zdobyłam w projektowaniu, a teraz pracuję nad pracą magisterską na Akademii Sztuk Pięknych. Więc jestem gdzieś pomiędzy. Myślę, że design poszukuje obecnie użytku poza tym wymiarem praktycznym. Zastosowanie praktyczne nie uzasadnia już jego istnienia jako dyscypliny.
Czy twoje prace zajmują jakieś stanowisko polityczne?
Moje prace nie są o mnie. Staram się obserwować zachowania innych jednostek w ich środowisku, w relacji ze społeczeństwem i otoczeniem. Interesują mnie zmiany na gruncie socjologicznym i psychologicznym, które zachodzą w dłuższym odcinku czasu (co jest widoczne w pracach takich jak „Hosting Parasites”, „Zwischenraeume I", Defense Mechanisms). Do tej pory nie zajmowałam się żadnymi globalnymi problemami. Najbardziej cieszy mnie, gdy ludzie wokół nich tworzą własne historie. Oczywiście interesuje mnie środowisko, ale nie widzę, żeby to, co robię, było w jakikolwiek sposób związany z „zielonymi” ideami albo tematyką zrównoważonego rozwoju.